Upadek wydawnictwa Bellona

Bellona to polskie wydawnictwo specjalizujące się w książkach o tematyce historycznej i militarnej, istniejące na rynku ponad 30 lat. Czy jednak można mówić o pewnym upadku wizerunkowym, gdy firma zaczyna wydawać tytuły pseudo historyczne?

Dom Wydawniczy Bellona to firma która na polskim rynku wydawniczym jest (moim zdaniem) najbardziej znana z serii Historyczne bitwy. Jest to cykl książek kieszonkowych, w których szczegółowo przedstawiony jest zarys historyczny, przebieg oraz konsekwencje bitew z dziejów Polski i świata. Znajdują się tam wydarzenia znane z podręczników historii jak bitwa pod Maratonem, stoczona przez Greków z Persami w roku 490 p.n.e czy bitwa pod Monte Cassino w której wojska alianckie pokonały formacje III Rzeszy. Jednocześnie wśród odcinków serii można znaleźć takie o których w szkołach nie uczą jak np. wojny burskie, które rozegrały się w XIX wieku w Afryce. Pisane przez historyków, tomiki te są prawdziwą gratką dla pasjonatów historii.

Wizerunek wydawnictwa Bellona

Poprzez wydawanie książek określonej treści, wydawnictwo tworzy wśród czytelników pewien wizerunek. Dla przykładu weźmy wydawnictwo Phantom Press, o którym wspominałem w tekście o Strażnikach Czasu. Niestety dzisiaj już go nie ma, ale w latach 90tych firma była znana z przekładów wielu znanych książek z tematyki horroru i SF. W dorobku oficyny możemy wyróżnić takie pozycje jak Ziemiomorze autorstwa Ursuli Le Guin, Diunę pióra Franka Herberta czy Księgę Krwi stworzoną z umysłu Clive’a Barkera. Na uwagę zwracają niezwykle artystyczne okładki, które zawsze mi się podobały, potrafiąc przyciągnąć do siebie czytelnika.

Ilekroć myślę o książkowej Diunie, na myśl przychodzą mi wydania Phantom Press które pięknie prezentowały się na regałach w moim rodzinnym domu

Idąc tym tropem, wydawnictwo Bellona zawsze jawiło mi się jako podmiot prezentujący autentyczne treści, oparte na faktach historycznych, pisane przez historyków lub pasjonatów historii. Treści które pozwolą mi rozszerzyć moją wiedzę historyczną na nowe tematy. W pewnym sensie miałem zaufanie, że pozycje wydawane przez Bellonę są rzetelne. A przynajmniej tak było do momentu gdy szukając informacji o Słowianach trafiłem na książkę Rodowód słowian, autorstwa Tomasza Kosińskiego, wydaną nakładem Domu Wydawniczego Bellona w 2017 roku.

Wielkie brednie

Książka przyciągnęła moją uwagę starannie wykonaną okładką oraz swoim opisem, który pozwolę sobie przytoczyć.

Pochodzenie Słowian, w tym Polaków, budzi gorące spory. Historycy uniwersyteccy przyjmują, że ludy słowiańskie pojawiły się w Europie Środkowej dopiero w VI wieku po Chrystusie w wyniku migracji z azjatyckich stepów. (…) autor książki (…) uważa, że stało się to kilka tysiącleci wcześniej, wraz z pierwszą falą osadnictwa indoeuropejskiego. Na potwierdzenie przytacza wyniki najnowszych badań DNA (…) To Ario-Słowianie (Prasłowianie) najprawdopodobniej byli protoplastami euroazjatyckich cywilizacji, a język polski uchodzi za najbardziej zbliżony do prajęzyka całej grupy praindoeuropejskiej.

Przyznam, że byłem zaintrygowany i dość mocno wczytałem się we wspomniany tytuł, jednak bardzo szybko doszedłem do rozdziałów które z historią miały niewiele wspólnego. Pisząc o etnogenezie Słowian, autor przedstawia m.in. Atlantów, Asów i Wanów jako prawdziwe ludy, zamieszkujące w czasach starożytnych legendarną krainę Hiperborea, którą czytelnicy fantastyki naukowej mogą kojarzyć chociażby z cyklu o Conanie, autorstwa Roberta E. Howarda.

Dodatkowo w całej swej opowieści Kosiński wszystkie zebrane informacje przedstawia jako autentyczne. Zresztą już w samym wstępie podważa on całkowicie zarówno pracę historyków, archeologów czy etymologów. Jednocześnie trudno szukać w książce jakichkolwiek źródeł ponieważ autor opiera przedstawione „fakty” na własnych badaniach. I choć na okładce książki pojawia się informacja, że pozycja ma charakter popularno naukowy, to wciąż bardziej pasowałoby tu pojęcie pseudo nauki.

Popularyzacja turbosłowianizmu

I tu chciałbym przejść do sedna problemu. Otóż gdyby wspomniany Rodowód słowian był jedyną pseudo naukową książką wydaną przez Dom Wydawniczy Bellona, to najpewniej moja opinia nie była by aż tak krytyczna. W końcu jedna jaskółka wiosny nie czyni. Niestety oficyna ma w swoim dorobku aż osiem tytułów Tomasza Kosińskiego oraz książki innych autorów takie jak Słowiańscy królowie Lechii, Janusza Bieszka czy Słowiańskie dzieje, Bogusława Dębka. Ciężko przy tym wyzbyć się opinii, że Bellona stała się dzisiaj popularyzatorem turbosłowianizmu.

wielka-lechia-mapa
Tak według turbosłowian wyglądała w starożytności mapa Europy

Terminem tym określa się teorię spiskową, której zwolennicy głoszą bytność tzw. Imperium Lechitów na terenach od Renu aż po Ural, z dostępem zarówno do Bałtyku jak i Morza Czarnego. To fikcyjne mocarstwo miało jakby istnieć w okresie poprzedzającym przyjęcie chrztu przez Mieszka I w roku 966 i jednocześnie zostać wymazane z historii przez chrześcijan czy Niemców aby umniejszyć pozycję Polski na historycznej mapie świata. Jeśli chcecie dowiedzieć się o tym trochę więcej, zachęcam do przeczytania tego artykułu z portalu Archeologia.

Ze szkodą dla historii

Teorie spiskowe jak dobrze wiemy szybko znajdują swoich zwolenników, co w dobie Internetu może być bardzo groźne. Możemy to zaobserwować chociażby poprzez nurt antyszczepionkowców, dla których szczepionki przeciwko wirusowi SARS-CoV-2 to m.in. próba przejęcia kontroli nad światem przez Billa Gatesa poprzez zawarte w surowicy chipy. Sama pandemia to przecież nic innego jak kryzys wywołany sztucznie przez koncerny farmaceutyczne w celu zwiększenia sprzedaży leków. I pomimo tego jak kuriozalnie to brzmi, wiele osób ślepo wierzy zapewnieniom „ekspertów” na różnych portalach oraz forach internetowych. 

Wyobraźmy sobie jakby to było w czasach wielkiej epidemii dżumy…

Łatwo jest domyśleć się jaką szkodę niesie za sobą popularyzowanie takich treści. W przypadku koronawirusa jest to zwiększenie niechęci społeczeństwa do stosowania obostrzeń oraz szczepień, co przekłada się na przedłużenie pandemii. W gąszczu dezinformacji trudno jest również odnaleźć wartościowe i rzetelne treści. A jeśli tematyka dotyka historii to jednocześnie powoduje jej zafałszowanie. Wszak źródeł datujących na wczesne średniowiecze, opisujących kulturę i historię Słowian nie ma zbyt wiele. A fikcyjnych, wyssanych z palca treści może powstać naprawdę dużo i przyszłe pokolenia badaczy historii napotkają niespotykaną trudność próbując wśród tych bzdur odnaleźć fakty. 

Czy potrzebne są regulacje?

Biorąc pod uwagę konsekwencje szerzenia pseudo naukowych bredni, zastanawiam się czy wydawanie w piśmie takich treści nie powinno być regulowane. Oczywiście zaraz ktoś oburzy się, że przeczy to wolności słowa, a mamy przecież prawo do posiadania własnych opinii. I owszem, ale gdy te opinie przedstawiamy jako fakty – w tym przykładzie – historyczne, treści powinny przechodzić przez sito recenzentów – historyków, którzy mogliby przynajmniej stwierdzić, że autor nie szerzy w swoim dziele niezweryfikowanych teorii jako prawdy. 

Wydawca musiałby w widocznym miejscu – np. pierwszej stronie – umieścić informację, że czytelnik ma do czynienia z fikcją i nie może brać tego na poważnie. I może wtedy księgarnie umieszczałyby te książki w dziale fantastyki, zamiast historii. Takie jest przynajmniej moje zdanie. Co się tyczy Domu Wydawniczego Bellona, to w aktualnych zapowiedziach nie widziałem powrotu popularyzatorów turbosłowianizmu. Pozostaje jedynie mieć nadzieję, że nigdy już ich tam nie ujrzymy.

0 0 votes
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
0
Would love your thoughts, please comment.x
()
x