Czy humaniści przyciągają nieszczęście?

Od razu zaznaczę, że mam na myśli tych fikcyjnych, którzy często będąc głównymi bohaterami książek, są jednocześnie w epicentrum dramatycznych wydarzeń. Oczywiście na ich miejscu mógłby być każdy, ale nic tak nie zakrawa na ironię jak pisarz grozy uwikłany w horror, który sam mógłby napisać. 

Czy to przypadek, że Jim Rook jest właśnie nauczycielem języka angielskiego, a nie fizyki? A może jest tak, że osoby o mniej ścisłych umysłach są bardziej otwarte na wpływ mrocznych sił. W końcu Lovecraft był pisarzem, a nie inżynierem, prawda? Można by rzec, że matematycy, żyjący w świecie faktów, mają mniejsze szanse dostrzec nieznane niż polonista, dla którego fikcja to codzienność.

Ten, który z demonami walczy, winien uważać, by samemu nie stać się jednym z nich. Kiedy spoglądasz w otchłań ona również patrzy na ciebie.

Friedrich Nietzsche
teoria-spiskowa-nieszczescie
Dobra, już przestaję z tą teorią spiskową

Bogactwo treści pobocznej

Wracając do Jima, głównego bohatera serii Rook, autorstwa Grahama Mastertona. Jak wspomniałem jest on nauczycielem języka angielskiego, ale ten przedmiot trzeba traktować jak „język polski” w naszych szkołach. Tym samym lekcje nie są poświęcone uczeniu na pamięć słówek czy odmian czasowników, a skupiają się bardziej na zrozumieniu angielskiej literatury i poezji. Równocześnie zachęcając również uczniów do własnej, kreatywnej ekspresji. Warto wspomnieć, że podopieczni Rooka to klasa specjalna, z problemami dysleksji czy zaburzeń mowy. W książce często występuje nawiązanie do tego jak znajomość beletrystyki, w połączeniu z własną pracą, może zmienić młodego człowieka, którego świat spisał już na straty.

Piszę o tym, bo nieodłączną częścią fabuły książek z cyklu Rook, jest przyglądanie się pracy Jima jako nauczyciela. W ten sposób czytelnik również może poznać angielską poezję, twórczość Williama Blake’a czy Lorda Byrona, co być może sprawi, że samemu sięgnie po tomiki ich twórczości. Wydaje mi się, że właśnie to bogactwo treści pobocznej, którą można wpleść do fabuły książki sprawia, że bohaterem jest właśnie humanista. Nie, żeby matematyka czy fizyka nie była ciekawa, ale nie oszukujmy się – dla wielu osób zderzenie nawet z uproszczonymi teoriami naukowymi działa jak przysłowiowa płachta na byka. A przecież nie chodzi o to by czytelnik odbił się od książki. 

Poszukujący tajemnic

Czy zastanawialiście się kiedyś skąd pisarze biorą pomysły na swoje opowiadania? Często w książkach pojawia się informacja o autentycznych wydarzeniach, które były podstawą do opracowania fabuły. I w wielu przypadkach jest to prawda, ale czasami ma jedynie wzbudzić dodatkowy dreszcz u czytelnika, który zaczyna bezkrytycznie wierzyć, że wszystko co zostało opisane w książce, zdarzyło się naprawdę. Nawet jeżeli w rzeczywistości owe wydarzenia były miejską legendą albo zdarzeniami o bardzo niejasnym przebiegu jak tragedia na Przełęczy Diatłowa.

przełęcz-diatlowa-nieszczęscie
Nikt nie wie co naprawdę zdarzyło się w 1959 roku na Uralu, zostawiając ogromne pole do popisu poszukującym tajemnic pisarzom.

Nathaniel McCarnish, główny bohater książki Marcina Mortki pt. Miasteczko Nonstead, inspirację do stworzenia zbioru opowiadań grozy czerpał z tajemniczego forum internetowego, na którym ludzie opisywali dziwne wydarzenia ze swojego życia. Tomik okazał się wielkim sukcesem, ale sława w końcu zmęczyła Nathana. Postanowił on odpocząć od miejskiego zgiełku i kariery w zaciszu Nonstead, miasta w którym spędził niegdyś najlepsze chwile swojego życia. Niestety nie cieszył się zbyt długo tym odpoczynkiem, bo zaraz po przyjeździe zaczął być świadkiem równie dziwnych wydarzeń, związanych z tajemnicą owego amerykańskiego miasteczka.

Pomysł na nieszczęście

To właśnie lektura Miasteczka Nonstead skłoniła mnie do napisania tego tekstu. Od razu tez przypomniała mi się gra Alan Wake, której główny bohater również był pisarzem horrorów. Czerpiąc pomysły z koszmarów, w poszukiwaniu weny przyjeżdża on do małego miasteczka. Jednak podobnie jak u Nathana, on również nie może w odpocząć w spokoju. Tuż po przyjeździe jego żona zostaje porwana, a Alan musi stawić czoło mrocznym siłom.

Czytając książkę Marcina Mortki pomyślałem sobie, że pisarze – choć pełni sukcesu, czasami po prostu przyciągają nieszczęście. W pogoni za inspiracją mogą zawędrować na mroczne wody, gdzie ukryty pod powierzchnią cień może okazać się potworem, czyhającym na naszego bohatera. I choć nie każdy pisarz jest humanistą i nie każdy humanista pisarzem, to bardzo spodobała mi się ta myśl. Bo też nie przypominam sobie żadnej książki grozy, w której pierwsze skrzypce grałby ścisłowiec. A Wy? Podzielcie się w komentarzach 🙂

0 0 votes
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
0
Would love your thoughts, please comment.x
()
x